Mimo, iż stało się akurat, tak, iż najbardziej młodzieżowa produkcja TVN - "You can dance - po prostu tańcz", nigdy nie doczekała się recenzji na łamach Polish TV Sucks, uważam program prowadzony przez Kingę Rusin, za najlepszą propozycję typu reality nadawaną obecnie w Polsce. Dlatego wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji zasiąść w środę przed telewizorem, gorąco zachęcam do wyznania swoich grzechów i postanowienia poprawy. Zwłaszcza, że prawdziwa walka zaczyna się dopiero teraz. Od jutrzejszego odcinka już nikt nie będzie bezpieczny.
Chociaż jeden z moich typowanych finalistów już odpadł (Kamil Guzy), teraz będę trzymał kciuki za Anię i Kryspina, którzy są najwszechstronniejszymi tancerzami z pozostałej szóstki. Z resztą sami wyróbcie sobie opinie. Najlepiej w najbliższą środę.
Wiele seriali w swoim drugim sezonie podupada kreatywnie. Z całą pewnością nie jest tak w przypadku "Ugly Betty - Brzyduli Betty", która co tydzień serwuje nam dialogowe perełki. Od czasu do czasu przytrafia się coś jeszcze lepszego. Oto "Milkshake". (UWAGA SPOILERY).
Pewnie część z Was zastanawiała się, czemu milczałem na temat, jesiennej nowości programowej TVN, kolejnego zagranicznego formatu, "You Can Dance - Po Prostu Tańcz". Przyczyna jest prosta. Nigdy nie kręciła mnie pierwsza część programu, w której pokazywane są castingi i treningi nad Sekwaną.
Parę tygodni temu zaczęło się jednak to co, TVholicy lubią najbardziej, programy na żywo, które spełniają wszystkie moje, wygórowane jak najbardziej oczekiwania. Dynamiczne, czasem spontaniczne (uczestnicy to w końcu młodzi ludzie, a nie brukowcowi wyjadacze jak w "Tańcu z Gwiazdami") widowiska z doskonałą oprawą, choreografią i muzyką.
I co najważniejsze, jak podaje portal wirtualnemedia.pl, na tej edycji się nie skończy. W drugiej edycji programu zobaczymy ponownie Kingę Rusin i ten sam skład jury. Nic tylko oglądać zbliżający się finał i czekać.
A na deser, to co zrobiło na mnie największe wrażenie minionej środy. Locking w wykonaniu Diany Staniszewskiej i Piotra Gałczyka.
W dniu dzisiejszym serdecznie zapraszam na pierwszy post z cyklu retroTV: bring it back! , gdzie postaram się przybliżyć Wam (a sobie przypomnieć) seriale polskie jak i zagraniczne, które niestety już od dawna nie znajdują sobie miejsca w krajowych ramówkach. Tyle tytułem wstępu.
Zastanawialiście się co łączy "Billiego Elliota", "Zakonnicę w przebraniu", teledysk Geri Halliwell i kampanię reklamową radia RMF FM z przełomu tysiącleci? Nie? Nic nie straciliście, gdyż ja też nie. Do wczoraj. Przypadkowo odkryłem na YouTube jeden z coverów "Fame" (skąd inąd kolejny z wielu talentów Kristen Bell) i zacząłem drążyć. Skąd znam ten chwytliwy kawałek. Oczywiście w zlinkowanym fragmencie jest wspomniany serial "pochodzenia" oryginału, ale kiedy i gdzie on leciał w polskiej telewizji?
Po intensywnych poszukiwaniach w internecie nie udało mi się ustalić niczego konkretnego, ale gdzie zawodzi google, tam można użyć triku wykorzystywanego przez ludzkość przez tysiąclecia. Własnej pamięci. Połowa lat 90tych, moje powroty ze szkoły podstawowej obiad i odcinek "Fame" w TVP 1 dla towarzystwa. Oczywiście wtedy nie zwracałem uwagi na tytuł, kraj pochodzenia, ani nawet na fabułę. Ważne, że było kolorowo, głośno, rytmicznie i optymistycznie. Przeważnie. Ale o tym później.
W 1980 roku wszedł do kin film opowiadający na przestrzeni czterech lat historię nastolatków uczęszczających do prestiżowego nowojorskiego liceum kształcącego przyszłych muzyków, aktorów i tancerzy - słowem gwiazdorów. Na owe czasy film, mimo, iż przyjął lekką konwencję musicalu, poruszał drażniące opinię publiczną tematy: homoseksualizmu, czy aborcji. Doceniony przez krytyków (6 nominacji do Oscara) zyskał tak oszałamiającą popularność, że w 1982 roku postanowiono wyprodukować serial osadzony w tych samych realiach, angażując do niektórych ról nawet tych samych aktorów, którzy uczestniczyli w produkcji pełnego metrażu.
Serial, który zbudował bazę dla popularności takich filmów jak "Flashdance", czy "Footloose", charakteryzował się utrzymaniem kosztownej jak na warunki telewizyjne konwencji musicalu (właśnie z powodu drogiej produkcji w roku 1984 podjęto decyzję o zdjęciu serii z anteny, z czego na szczęście szybko zrezygnowano). Z kilkoma numerami taneczno-muzycznymi sprytnie wplecionymi w trudną w sumie fabułę odcinków o dorastaniu i problemach młodzieży,produkcja kształtował marzenia wielu telewidzów. W tym, muszę się przyznać i moje, ale jakoś jeszcze drugim Billym Elliotem nie zostałem. Na castingi do ról nowych bohaterów zgłaszały się dziesiątki tysięcy osób, a przecież do ery Idola brakowało prawie 20 lat. Równie wielu nastolatków utożsamiało się z prezentowanymi rozczarowaniami epoki (a Beverly Hills 90210 miało zadebiutować dopiero w następnej dekadzie).
Niestety w Polsce ten odważny i przełomowy serial (za którym zaczynam coraz bardziej tęsknić) nie został wydany na DVD. Na pocieszenie zostawiono nam wydany w 2003 pełny metraż, który niestety jest dostępny tylko w niewielu miejscach. W każdym razie polecam serial i film, każdemu, kto w rozrywkowy sposób lubi dogrzebywać się korzeni współczesnej. popkultury. tytuł:Fame - Sława odcinki: 136 (kolor), kręcone w latach 1982-1987 nadawca: NBC (USA), TVP 1(Polska) próbki: czołówka, can you feel it
Czy Wy też tęsknicie, za jakimś program, którego polskie telewizje nie chcę już nadawć? Co w nim takiego specjalnego?
Ostatno zarzucono mi, iż recenzując "Jak Oni Śpiewają", byłem zbyt delikatny, skromnie mówiąc. No cóż, nie ugnę się pod naciskami, i zdania co do polsatowskiej guilty pleasure nie zmienię, ale postanowiłem w takim razie zaserwować Wam, dawkę śpiewanej quality TV.
Na pierwszy ogień pójdzie prolog, do specjalnego epizodu szóstego sezonu "Scrubs - Hoży Doktorzy" zatytułowanego "My Musical".
Jeśli Wam mało zpraszam na prawdziwą perełkę - Jane Krakowski, w nowym serialu komediowym "30 Rock". Jak to możliwe, że w ramach serialu nakręcono i skomponowano większy hit eksportowy niż wszystkie "kawałki" Edyty Górniak razem wzięte?
A dla prawdziwych twardzieli "Oda do kupci" w swobodnym tłumaczeniu. Ze "Scrubs" oczywiście.
Z dniem dzisiejszym Lauren Graham (dla ignorantów Lorelai Gilmore z "Gilmore Girls") - moja pierwsza i jedyna serialowa miłość - kończy 40 lat. I z tej okazji składam Jej najserdeczniejsze życzenia, a Wam, drodzy Internauci polecam wywiad, który we wrześniu z Lauren przeprowadziła Ellen w swoim programie. Ci, którzy Lauren nie znają mają właśnie teraz szansę ją pokochać.
A, Lauren, tak między nami, życzę Ci jeszcze potomstwa, bo to aż wstyd, by takie geny się zmarnowały!
Gdybym miał wybrać jedną, jedyną, najlepszą scenę w roku telewizyjnym 2006 byłby to fragment otwierajacy Halloweenowy epizod "Ugly Betty". Dla nieznających tematu fragment wprowadzający - radzę zwrócić uwagę na scenę w czerwonym ponczo.
A teraz już właściwa scena (z siostrą odtwarzaliśmy ją 5 razy pod rząd). Mam nadzieje, że w święto duchów nikt nie będzie się przebierać za mnie, aby "straszyć" współpracowników.
A i przypominam niecierpliwym, "Ugly Betty" będzie wyświetlana w Polsce od maja na FOXlife.
"If college is a boy buffet, she's got two full plates and a purse full of boys wrapped in napkins."
Co otrzymamy gdy połączymy przebiegłość porucznika Colombo z wdziękiem Aniołków Charliego i ciętym humorem rodem od Paris z Gilmore Girls? Veronicę Mars, czyli najlepszego prywatnego detektywa wśród nastolatków i najseksowniejszą nastolatkę wśród detektywów. Pamiętajcie, od poniedziałku w każdy dzień powszedni w TVN o 14:00. Dla zainteresowanych mała zajawka, dla niezdecydowanych i pozostałych mała zachęta.
Co może być lepszego od filmiku promującego świeży odcinek Gilmore Girls? Chyba tylko klip promujący okraszony piosenką w wykonaniu mojej fascynacji muzycznej roku 2006! A więc zapraszam na 30 sekund bezgranicznej przyjenmności.
Tak Drodzy Czytelnicy. Już od 30 grudnia premierowe odcinki Gilmore Girls w polskiej telewizji. Na te 45 minut rozpoczynające się o 19:10 w każdą sobotę na antenie TVN Siedem polish tv won't suck! Najzabawniejszy, najbardziej klimatyczny serial telewizyjny(ostatni sezon pod kierownictwem niezastąpionej Amy Sherman-Palladino) czeka na Was, na Mnie i nawet na Martę (tak na Ciebie również). Zapraszam na małą zajawkę.