12 kwietnia 2008

Ben czy Noel?



Keri Russel daje nam niezbity dowód na reinkarnację! Niezależnie od tego, czy jest to Nowy Jork z przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia, czy Dziki Zachód na początku XIX wieku, postać przez nią grana nie ma szczęścia w poszukiwaniu tego jedynego.

T
o oczywiście wstęp anonsujący długo oczekiwaną premierę rewelacyjnego miniserialu "Into the West - Na Zachód". Historia kolonizacji niezamieszkałych rejonów Ameryki opowiadana jest przez pryzmat losów białych osadników - Wheelerów i splecionych z nimi dziejów Indian z tych ziem. Postacie i zdarzenia historyczne przeplatają się tu z realistycznymi elementami beletrystyki, by jak najwierniej oddać niepowtarzalną naturę tego rozdziału historii. A to wszystko okraszone jest profesjonalną i barwną obsadą (Skeet Ulrich drogie Panie). Zapraszam. Pierwszy odcinek już jutro w TVN Siedem.

"Into the West - Na Zachód" TVN Siedem, 13:30 niedziela


Etykiety: , ,

AddThis Social Bookmark Button AddThis Feed Button

16 kwietnia 2007

Felicity doktorem medycyny?Gilmore Girls pocięte na pół?


Felicity powraca na szklany ekran... Dobrze już, dobrze ja też nie jestem fanem utożsamiania aktora z graną przez niego postacią, ale Keri Russell musi liczyć się z wpływem jaki miała na serialowy świat i chyba na zawsze zostanie w naszych oczach tą słodką, naiwną dziewczyną z niekończącą się kolekcją swetrów w szafie.

Wracając do meritum, Keri Russel powraca do korzeni - już 26 kwietnia na kanale NBC zostanie wyemitowany pierwszy z dwóch odcinków "Scrubs" (w Polsce na Comedy Central), w których Keri gościnnie wystąpiła. Jak to miło będzie zobaczyć znajomą twarz/włosy.

Z innych wiadomoći - ekipa zaangażowana w produkcję serialu "Gilmore Girls - Kochane Kłopoty" robi wszystko, aby przedłużyć produkcję serii o jeszcze jeden sezon (jako wielki fan Luke'a i Lorelai z chęcią zbaczyłbym ich ślub). Ostatnio Michael Ausiello podał, iż Lauren Graham gotowa jest przedłużyć swój kontrakt, pod warunkiem, że 8 sezon będzie zdecydowanie krótszy, niż zwyczajowe 22 odcinki. To mówi serialowa Lorelai, ale nie dane nam było poznać stanowiska Alexis Bladel, bez obecności której nikt tak na prawdę nie wyobraża sobie serii.

Etykiety: , , , ,

AddThis Social Bookmark Button AddThis Feed Button

17 września 2006

Farewell WB


Dzisiaj w nocy czasu polskiego oficjalnie zakończy nadawanie amerykański kanał The WB, powstały w 1995 roku. Skoro to stacja aż zaatlantycka to czemu o niej piszę na bądź, co bądź Polish TV Sucks? Właśnie dlatego, że pomimo krótkiego żywota wiele z programów nadawanych przez "żabę" (taką maskotkę w początkach swojego nadawania miał ten kanał) zaistniało również w polskiej telewizji np: "Angel", "Kochane Kłopoty"/"Gilmore Girls", czy "Smallville". Ponadto, zniknięcie z rynku kanału telewizyjnego (nie mówię tutaj o nadawcach kablowych, ale ogólnokrajowych) w Stanach Zjednoczonych nie zdażyło się od lat 50tych ubiegłego wieku.

Nowopowstała stacja miała trudne początki kierując swoje wysiłki marketingowe w stronę młodego widza. Przełom przyniósł zaprezentowany w 1996 roku serial "7th Heaven"/"Siódme niebo" nadawany również w Polsce przez TVP 1. Seria opowiadająca historię wielodzietnej rodziny pastora, pomimo iż nie najwyższych lotów i nieprzychylnie oceniana przez krytykę, do końca istnienia stacji stała się jej sztandarowym serialem pozwalającym wypromować markę.

Punktem zwrotnym w historii The WB okazało się postawienie na seriale, których siłą były wyraziste charaktery kobiece. Tak światło dzienne ujrzały kultowa w USA "Buffy - postrach wampirów", "Felicity", czy "Gilmore Girls". Wszystkie nadawane również w Polsce. Ten okres w historii kanału nazywa się złotą erą The WB. Poza produkcjami skierowanymi do żeńskiej części widowni można wyróżnić jeszcze "Dawson's Creek" (w Polsce "Jezioro marzeń"), który to serial na nowo zdefiniował gatunek seriali młodzieżowych odchodząc do stereotypowej infantylności i płycizny intelektualnej "Beverly Hills 90210". W 2001 roku pojawiło się "Smallville", czyli niezwykle popularna historia o lasach młodego Supermana.

Koniec złotej ery kanału przypada na 2002, kiedy to zaprezentowano ostatni godny uwagi serial, komplementowany przez krytyków i popularny wśród widzów, do tej pory nie  wyświetlany w Polsce "Everwood". Od tej pory władze stacji miotały się ze skrajności w skrajność próbując wylansować nowy hit. Tak powstały kontrowersyjny "The Bedford Diaries", nie pasujący do wizeruku stacji serial prawniczy "Just Legal", czy ostro krytykowany przez znawców rynku telewizyjnego "Related". Wszystkie okazały się klęskami z punktu widzenia marketingu jak i kreatywnego podejścia do telewizji.

Władze stacji postanowiły pożegnać się w godnym uwagi stylu, wyświetlając w ostatnią noc nadawania pilotażowe odcinki produkcji, które w pozytywny sposób wpłynęły na jej wizerunek i zdobyły popularność wśród fanów. Widzowie w USA zobaczą ponownie: "Felicity", "Buffy", "Angel" oraz "Dawson's Creek". Pozazdrościć takiego podejścia do historii. Jak w Polsce znikałz anteny RTL 7 na rzecz TVN 7, nikt nie pomyślał o takim "zagaszeniu świateł".



Etykiety: , ,

AddThis Social Bookmark Button AddThis Feed Button

05 sierpnia 2006

Gimme a F(elicity)!


Pamiętam jak parę lat temu widziałem reklamówki serialu o bujnowłosej studentce imieniem Felicity. Pomyślałem sobie, że to zapewne musi być jakaś rzewna beznadzieja, kicz. Odtrąbiony w Polsce amerykańskim hitem, a tak na prawdę będący wyplutym odrzutkiem tamtejszego przemysłu telewizyjnego.

Zdanie zmieniłem zupełnie przypadkowo w ubiegłoroczne wakacje. Skacząc po kanałach zobaczyłem znajomą buzię. Jak się okazało, następnego dnia (odcinek oglądany od połowy wciągnął mnie tak bardzo, że włączyłem telewizor następnego dnia), była to właśnie Keri Russel grająca tytułową bohaterkę w znienawidzonej-bez-oglądania "Felicity".

Pierwsze co mnie urzekło, to właśnie gra Keri. Była naturalna, lekka jakby po prostu przyszła na plan i była sobą. Następnie odkryłem szepty. Bardzo wiele scen było kręconych w półmroku, gdzie widać było tylko twarze aktorów, nierzadko tylko ich profil. Mówili cicho, nieśpiesznie. To wszystko tworzyło atmosferę uczestnictwa widza w życiu bohaterów.

Wtedy, kiedy po raz pierwszy raz oglądałem ostatnie półtora sezonu, odebrałem serial jako  dość zabawną opowieść o perypetiach miłosnych głównej bohaterki. Bardziej skupiałem się na wianuszku dość ekscentrycznych przyjaciół (np. moja faworytka Meghan), niż na miłosnym trójkącie, bo akurat to mnie nie fascynowało. Teraz, kiedy dano mi kolejną szansę na obejrzenie przygód Felicity, będąc już po pierwszym roku studiów, odkryłem jak bardzo realistycznie oddano życie studenckie. Nie chodzi tylko o przygody miłosne w ubikacji, ale o problemy w raz ze zbliżanie się ostatniego roku studiów, czy znalezieniem środków na życie.

I zapewne, niektórym może się to wydać śmieszne, ale ja czekam 2 razy w tygodniu na godzinę 24, by móc zobaczyć, kórego z nich wybierze Bena, czy Noela. Ta wyważona, realistyczna opowiastka o naiwnej, poczciwej dziewczynie daje na prawdę wiele przyjemności z oglądania. A przecież o to w telewizji chodzi.

Etykiety: ,

AddThis Social Bookmark Button AddThis Feed Button

Wpisz adres e-mail aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach:

Delivered by FeedBurner